Forum www.cegielnia.fora.pl Strona Główna www.cegielnia.fora.pl
Cegielnia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wierzbowa Wiedźma
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.cegielnia.fora.pl Strona Główna -> Twórczość pisana
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:53, 01 Kwi 2009    Temat postu: Zamiar

Rosochata, aż przygięła konary ku ziemi, by zamanifestować współczucie. – To takie zadziwiające - kontynuowała dziewczyna, ale mam wrażenie ze powinnam tam pójść…
Pójść gdzie ? – zaszumiała wierzba. -. Jak to gdzie ? Do tego zamku, czuję że jestem potrzebna… - Brrrrrr aleś wyśniła – Rosochata była tak zdenerwowana, że liście pokryły cała głowę dziewczyny. - Ale, ale jednego Ci nie powiedziałam,- zaczęła szybko by powstrzymać potok zieloności zasypujący ją. Drżenie gałęzi na chwilkę ustało by drzewo mogło się skupić na kolejnych słowach wiedźmy – Wiesz teraz ja jestem dziedziczką smoczej bransolety i zamek jest mój, skoro poprzedni władcy odeszli… Chciałabym chociaż go zobaczyć – snuła opowieść dziewczyna lekko przymykając powieki – Dotknąć nierówności kamiennych ścian, wejść na zamkową wieżę, popatrzeć stamtąd na okolicę i poczuć się wreszcie jak we własnym domu. Mieć miejsce, gdzie się przynależy gdzie nikt nie nazwie mnie przybłędą znikąd. – chrrrrrrrrr - chichoczące ptaki przerwały marzenia na jawie.
- Wiedźma w zamku kra, kra, kra …
- Sioooooo potwory - wrzasnęła zniesmaczona dziewczyna. – Podsłuchują czarne paple, wszystko wyniosą – Pozrzucam wam gniazda – Krzyczała dalej machając rękami, chociaż gawrony już dawno poleciały plotkować gdzieś bliżej ludzkich siedzib. Rosochata za to milczała znacząco, jakby bojąc się zaszumieć cokolwiek w odpowiedzi.
- No – szturchnęła ją w pień Wiedźma.
– Gadaj, co myślisz ?
– Uschnę tu bez Ciebie, to myślę – cicho zamruczała wierzba, że trzeba było przyłożyć ucho do pnia, by cokolwiek usłyszeć.
– A jak ta Srebrna mieszkanka zamku tam czeka i zamieni Cie w kamień, a potem wrzuci do fosy ? – zaszumiała śmielej snując makabryczne wizje, dalszego ciągu opowieści.
– No pewnie by mnie zjadła, gdyby mogła, ale wiesz Rosochatko moja kochana Wiedźmy, sa niestrawne i niejeden na nich sobie smok i bazyliszek zęby połamał. A i trolle omijają nasz gatunek z daleka bowiem słyniemy z ciętego języka i skutecznych mikstur, których działanie trudno potem odwrócić – zaśmiała się radośnie Wierzbowa Wiedźma świadoma swej mocy i wiedzy jaką zdobyła ciężką pracą niekoniecznie łatwą i przyjemnie pachnącą. Przypominając sobie kilka zabawnych przygód z dawnych czasów, kiedy w podróży życie wiodła.
– Chyba mam ochotę na małą wycieczkę wiesz Kochana – powiedziała do wierzby gładząc ja pieszczotliwie po pniu pełnym nierówności i pojedynczych listków wyrastających wprost z kory.
– O nie podlizuj się – trzepnęła ją witką wierzba,
- I tak będzie mi przykro, jak pójdziesz i na pewno uschnę i już – zaskrzypiała gałęziami zezłoszczona nie na żarty Rosochata. Wiedźma objęła ja ramionami za kostropaty pień i przytuliła się doń całym ciałem i zaciskając mocno powieki, by ani kropla wzruszenia nie wypłynęła na policzek. Potem zaś oświadczyła cicho dotykając prawie ustami kory.
- Nigdy nie waż się tak mówić Bo wiesz ja… kocham Cie Rosochata .Jesteś cała moja rodziną i nawet jeśli pójdę obejrzeć ten zamek to wezmę z sobą Twoją młoda witkę i zawsze nosić ją będę na sercu, byś była ze mną wszędzie dokąd mnie droga zaprowadzi. Po tych słowach umilkły obie tuląc się do siebie rozpaczliwie, jakby miały się rozstać na zawsze a dziewczyna próbowała nie płakać, bo przecież Wiedźmy to wredne i podstępne istoty, które łez ronić nie umieją.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:06, 03 Kwi 2009    Temat postu: Przygotowania

Przygotowania do podroży, wymagały od wiedźmy cierpliwości, której nie posiadała. Przerzucając sterty rzeczy mogących przydać się w drodze natrafiła ona na stara przyłbicę
i podnosząc ja w górę pokazała Rosochatej a następnie wsadziła sobie na głowę, ta zaś wzruszyła tylko konarami obojętnie. Za to stado gawronów zakrakało chichocząc z dziewczyny.
- Wierzbowa ma zakuty łeb darły się ptaszyska, nienawistnie machając czarnymi skrzydłami. Dalsze poszukiwania miedzy korzeniami wiekowego drzewa zaowocowały wyciągnięciem starego podróżnego kufra zamkniętego na klucz.
– O znalazłam – wrzasnęła uradowana wiedźma płosząc ptaszyska, które odleciały głośno trzaskając dziobami. Skrzynia ta pełniąca rolę walizki pełnej niesamowitości towarzyszyła wiedźmie w wielu dawnych wyprawach i kryła w sobie mnóstwo niezbędnych przedmiotów. Przekręcając z niemałym trudem klucz, dziewczyna nagle odskoczyć musiała, bowiem wieko otworzyło się samoczynnie. Zaglądając do środka przypominała sobie przeznaczenie rzeczy z dużym trudem wewnątrz zgromadzonych. Na plan pierwszy wysuwał się wypolerowany dłońmi kij od miotły. który zajmował cała długość skrzyni. Wykonany z gałęzi magicznego drzewa należał kiedyś do Pierwszych Istot, które władały magią. Dawał on właścicielowi moc pokonywania przestrzeni i czasu w sposób prawie niedostrzegalny dla zwykłych śmiertelników załamując rzeczywisty obraz świata. Osoba podróżująca z jego pomocą mogła się czuć bezpieczna przemykając pośród ludzkich domostw i posiadłości niewidzialna dla wścibskich oczy niepowołanych. Następną rzeczą jaką wygrzebała w skrzyni była kula o nie całkiem regularnych kształtach, wykonana z kryształu znalezionego w Górach Cienia, w której cos tkwiło zamknięte i jakby uśpione.
– Aaa zupełnie o nim zapomniałam, wyszeptała Wiedźma obracając delikatnie kryształ w dłoniach.
– O czym ? Zaszemrała ciekawska wierzba i natychmiast zajrzała przez ramię wiedźmy, przesuwając gwałtowanie konary nad jej głową. Dziewczyna uniosła kulę do światła i kiedy promień słońca wślizgnął się do środka wewnątrz można było dostrzec kształty śpiącej postaci. Był to młody mężczyzna z jasnymi jak len włosami opadającymi na ramiona, z uśmiechem na ustach, jakby śnił o czymś przyjemnym.
- Wiem już czemuś go przede mną w skrzyni na klucz zamknęła – zaszemrała wierzba radośnie, nabijając się z wiedzmy i jej zakłopotania.
- Bo ładny i chciałaś go dla siebie zachować ot co - zielonowłosa tłumacz się teraz Rosochatej…
- No, to mój duch opiekuńczy – powiedziała cicho Wiedźma – ma moc spełniania życzeń, ale pod jednym wszakże warunkiem, nie wolno go pytać o to skąd pochodzi i jakie nosi imię. – Bo co - dopytała się zaaferowana Rosochata, nie rozumiejąc zupełnie dziwnych zasad tej opieki.
– Bo, po prostu odejdzie i tyle – wyszeptała dziewczyna.
- Więc jak go przywołujesz jak nie znasz jego imienia ? – szemrała dalej wierzba.
- Nazywam go Niepytaj i wtedy odpowiada na wezwanie, zresztą on sam wie, kiedy potrzebuję jego pomocy, i jak jest zupełnie zbędny to śnic może o miejscach i czasach, które są mu bliskie.
- Aleś sobie ducha wylosowała, no - kręciła konarami nadal do końca nie przekonana Rosochata.
- Teraz już chyba mniej się będę o Ciebie martwić, skoro w drodze nie będziesz tak zupełnie sama – szumiała odrobinę uspokojona.




Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:12, 04 Kwi 2009    Temat postu: Wierzbowa Peleryna

Mikstury i proszki niezbędne akcesoria szanującej się wiedźmy układała na samo dno skrzyni wąchając każde po kolei, czy aby nadają się jeszcze i mocy swej nie utraciły. Woreczki z suszonymi ziołami a wśród nich płatki nagietka , liść pokrzywy i korę wierzbową oczywiście ułożyła na samym wierzchu by moc w razie potrzeby natychmiast ich użyć i nie trącić czasu na poszukiwania. Inne zaś upchała byle gdzie uważając tylko by Niepytaja nie zbudzić pukaniem w jego kryształowe schronienie. A wyrwany ze snu gwałtownie bywał marudny i długo trzeba go było prosić o spełnienie jakiejkolwiek prośby.
Kiedy wyciągnęła miotłę i już wsiadała na nią próbując się skupić nad odpowiednim zaklęciem aktywującym, coś nagłe ściągnęło ją na ziemię. To najdłuższa witka Rosochatej w ten sposób przywołała jej uwagę.
- Tak ? Spytała zaciekawiona wiedźma .
- Mam tu coś dla Ciebie na drogę, wyszumiała Rosochata rzucając nagle na jej głowę coś intensywnie zielonego. I w momencie, gdy rzecz owa nakryła włosy dziewczyny z dłoni jej witki rosnąc zaczęły a skóra stawała się coraz bardziej zielonkawa. Patrzyła zaskoczona jak palce u stóp zagłębiają się powoli w podłoże nabierając brązowego koloru charakterystycznego dla korzeni drzew.
- A psik , a psik , a psik kichnęła nagłe i zielony płaszcz zsunął się jej z głowy. I niestety znów miała palce zamiast witek a stopy były tylko utytłane w błocie ale wcale nie wyglądały na korzenie.
- Puff westchnęła wierzba załamując dwa najniższe konary z rezygnacją.
- Każdy dobry czar potrafisz zepsuć, albo robisz to mimowolnie albo …
- Albo co ? Dopytywała się dziewczyna zaciekawiona bliższymi wyjaśnieniami tego dziwnego zachowania Rosochatej.
- Albo trudno na Ciebie rzucić jakikolwiek czar i tyle, zaszumiała Rosochata.
- Heheheheheheh roześmiała się szczerze wiedźma, kręcąc się wkoło - Bo ja mam po prostu alergie na czary i one mnie się nie imają chyba, że bardzo bardzo postaram się nie kichać. Opowiedz mi coś więcej o tym płaszczu , pelerynie czy co to jest ?
- To będzie dawało Ci możliwość zniknięcia, no może nie dokładnie, ale zakładając kaptur na głowę i oczywiście nie kichając – tu Rosochata ostentacyjnie zatrzęsła ramionami, by podkreślić ważność swojej wypowiedzi – zamieniasz się w ciągu kilku chwil w wierzbę i gdziekolwiek zechcesz pozostać możesz a i siły z ziemi czerpać będziesz jakbyś tego kiedyś potrzebowała.
- Cudowny prezent Kochana moja – wyszeptała wprost w pień Rosochatej przytulona wiedźma. Jestem tak uszczęśliwiona ze nie będę pod nim kichać wcale a wcale.
- No mam nadzieje zamruczała wierzba kręcąc się w uścisku jakby odrobinę zakłopotana tym przejawem wdzięczności.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:05, 06 Kwi 2009    Temat postu: Nowonarodzona Witka


Kiedy rankiem wiedźma spała jeszcze słodko, tuż u stop Rosochatej z głębi trawy, wśród rozrośniętych na boki korzeni wystających ponad ziemię, coś przebijać się zaczęło i piać ku wchodzącemu słońcu. Cała swoja ogromną postacią osłaniała Rosochata witkę nową, by oko niepowołane jej nie dostrzegło nim okrzepnąć zdąży w promieniach tej gwiazdy dającej życie wszystkiemu co z ziemi się wywodzi. Kiedy dość duża już była i trzy listki na jej szczycie drżeć na wietrze zaczęły, Rosochata konarem swoim na spotkanie witki owej spłynęła majestatycznie, splatając się z nią w jedność. Kiedy młodość z wiekową gałęzią się spotkały obie lśnić zaczęły jaskrawą zielenią a moc i wiedza Rosochatej przekazana młodemu pokoleniu została. Od siły tak gwałtownie pochłoniętej witka zmężniała nagle, zgrubienia na jej pieńku powstały i giętkość swoją utraciła częściowo twardniejąc, u nasady pokrywając się korą jak na następczynię Rosochatej przystało. Z głośnym plaśnięciem wyskoczyła witka z ziemi i na trawie u stop wierzby spoczęła a wyglądała mniej więcej tak jak różdżka dla wieźmy wyglądać powinna. Zadowolona z efektu Rosochata otuliła się konarami, zasnąć próbując , zaś witka pochłaniała promienie słoneczne z lubością wyginając tylko od czasu do czasu trzy listki swoje, co rusz to w tę, to w drugą stronę.
- Ty, młoda nie wierć się tak – zaszemrała Rosochata – Nie wszyscy muszą od razu wiedzieć żeś żywa jest – i zniecierpliwiona sypnęła na nią suchymi liśćmi przykrywając lekko.
- Nie będę już , nie będę, pani matko - zapiszczała cichutko witka niepewna swego głosu
i znieruchomiała na trawie jak na zwykła gałąź wierzby przystało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:53, 12 Kwi 2009    Temat postu: Wylot

W końcu nadszedł dzień w którym wiedźma wyruszała na poszukiwania wyśnionego zamczyska. Do kija od miotły skrzynia mocnym konopnym sznurem przytwierdzona została na niej zaś siedziała właścicielka w zielonej pelerynie z witką wierzbową zatkniętą za pas. Pomimo zaaferowania całym przedsięwzięciem smutno jej było jakoś rozstawać się wieloletnia przyjaciółką od serca.
- Niedługo wrócę Rosochata zobaczysz – obiecywała chyba bardziej próbując siebie pocieszyć niż drzewo. Odkąd bowiem wierzba witkę jej podarowała i pelerynę nosić kazała nieustannie, Rosochata jakaś mniej zmartwiona tą wyprawą wiedźmy się wydawała, jakby coś wiedziała a nie zamierzała nikomu wyjawić. Uśmiechała się tylko, lekko szemrząc gałęziami w pożegnalnym pa pa .
- No to lecę – krzyknęła wiedźma odrywając się z niemałym trudem od ziemi, bowiem skrzynia naładowana była do granic możliwości a i sama dziewczyna piórkiem żadnym nie była.
Miotła szybko znikać zaczęła na horyzoncie a tuż za nią wlokło się stado ptasich maruderów co do wyprawy przyłączyć się mieli ochotę. Ale za tą gromadą leciało coś jeszcze, jakby celowo trzymając się od nich z dala. Czyżby większy gawron ?
Rosochata skupiła swój liściasty wzrok i z wysokości kilku metrów obserwowała ostatni lecący za dziewczyną kształt.
- Ani chybi to jakieś kruczysko –zamruczała, bowiem i kolor miało jakiś bardziej mroczny i w czerni jego skrzydeł słońce odbijało się metalicznym blaskiem. Wielkością dorównywał jastrzębiom latającym niekiedy nad tutejszym jeziorem.
- Czyim jesteś posłańcem kruku - zastanawiała się mrucząc pod nosem Rosochata ,
bo wiedziała ona, że nic nie dzieje się bez przyczyny ani tu ani po drugiej stronie lustra.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:22, 14 Kwi 2009    Temat postu: Kruk

Lśniąca jasnym światłem bransoleta na prawym nadgarstku wskazywała drogę do zamku. Kiedy lecąc miotła zbaczała z prawidłowego kierunku ta gasła nagle, by ponownie świecić zacząć dopiero, gdy wiedźma dobrą stronę obrała. A, że od narodzin swoich nie umiała ona odróżnić ręki lewej od prawej to często zataczali koła nad lasem zanim udało im się wreszcie z krainy szmaragdowego jeziora wylecieć. Otulona płaszczem pochylona lekko do przodu czerpała przyjemność przelatując ze świstem tuż nad czubkami rosłych sosen i świerków
oraz dachami pojedynczych domostw wśród gęstej roślinności ukrytych. Z lubością płoszyła ptaszyska rozmaite wlatując w każdą dostrzeżoną większą gromadę.
I pewnie mogłaby tak lecieć bez końca nadstawiając twarz promieniom i pozwalając podmuchom wiatru czesać kosmyki włosów, gdyby nie prozaiczna przyczyna, zaczynała boleć ja pupa od siedzenia a plecy od wymuszonej lotem pozycji do przodu. Cóż w końcu była już kilkusetletnią wiedźma nie jakąś młódka tuż po szkole. Z góry zaczynała wypatrywać z niecierpliwością jakiegoś dogodnego miejsca do ładowania. U jej stóp wić się zaczęła obiecująca polna dróżka a u jej końca rozpostarła się polana rozległa prastarymi sosnami otoczona przez środek której przemykała niepostrzeżenie cichuteńko szemrząc wstążka strumyka.
- Będzie w sam raz – pomyślała i wyładowała z głośnym hukiem, protestującej wiekiem skrzyni.
- Wybacz skrzyneczko - wyszeptała wiedźma poklepując ją lekko i domykając otwarte przy lądowaniu wieko.
- Następnym razem lepiej się postaram. Witkę zza pasa wetknęła tuż na brzegu strumienia
w ziemię bo już listki jej zwijać się zaczynały spragnione ożywczych kropel wody. Następnie łapiąc suknię w dłoń pomaszerowała żwawo w las poszukać czegoś nadającego się do jedzenia, bowiem w brzuchu burczało jej okrutnie. Natrafiła na krzaki pełne jagód i opychała się żarłocznie mlaskając przy tym głośno
– Mniam, pyszności – mruczała, w końcu nie jadła cały dzień . Napełniła jeszcze woreczek
i wróciła do pozostawionych nad strumieniem rzeczy. Wlazła do wody próbując domyć fioletowe palce i usunąć ślady uczty z zielonej peleryny. Usłyszała nagłe świszczący odgłos łopoczących skrzydeł. Kiedy uniosła głowę zobaczyła jak na czubku stojącej najbliżej sosny ląduje czarny jak smoła kruk. Przechylając lekko łepek wpatrywał się w nią badawczo zadziwiająco zielonymi oczami a potem znienacka wykrakał:
- Chyba mnie wzywałaś wiedźmo ? Zaniemówiła , z otwartymi ustami stojąc po kolana
w wodzie gapiła się na kruka w końcu po dłuższej chwili wyjąkała.
- Nie… niemożliwe .
- Wołałaś - zakrakał i sfrunął na gałąź tuż przed jej nosem.
- Wcale Cię nie wzywałam - powiedziała już pewniejszym głosem.
Kruk przekrzywił głowę i strosząc pióra , uniósł dziób z wyższością patrząc na nią wyskrzeczał :
- Skoro tyle leciałem na próżno , zamienię Cię w kamień Kraaaaaa.

Wiedźma podparła się pod boki, i uśmiechając się od ucha do ucha. Powiedziała głośno
- No to skup się Kruku – czekam.
Ptak rozpostarł skrzydła i wpatrując się z uwaga w obiekt swych zaklęć wyrecytował powoli.
- Status Lithops …
Przez krótką chwilę nic się nie działo a sosny zamarły będąc ciekawe efektów rzuconego zaklęcia, przestały nawet skrzypieć konarami w rytm podmuchów wiatru. Potem znikąd na głowę wiedźmy spadła ogromna ilość sadzy i popiołu, jakby ktoś tuż nad nią czyścił kominek, zaczęła kichać, prychać i kaszleć podskakując przy tym zabawnie. Ptak zaskoczony wpatrywał się w nadal ruszający się obiekt jego zaklęcia.
- Powinnaś już znieruchomieć, wykrzywił się z niesmakiem. Wierzbowa była cała brudna jakby właśnie bawiła się w kominiarza, ale nadal pozostawała sobą.
- Pomyliłeś kamień z kominem Abraksasie, powiedziała ze złością otrzepując się z resztek popiołu i sadzy.
- A Ty pomyliłaś bajki zielonko, ja nazywam się Raven. Oświadczył ptak z godnością
i rozpościerając skrzydła zniknął w szybko zapadającym mroku nadchodzącej nocy.




Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Majka dnia Wto 9:23, 14 Kwi 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arkadia
vip



Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 406
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:16, 15 Kwi 2009    Temat postu:

Jest to prawdę powiedziawszy najfajniejsza rzecz , jaką ostatnio czytałam . A czytam dużo . Brawo Majko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:47, 16 Kwi 2009    Temat postu: Filozofia

Kolejny dzień w podróży sprawił ze wiedźma stała się głodna. Wąchając zapachy unoszące się z okolicznych domów zapragnęła zjeść coś ludzkiego. Tym razem ukryła skrzynię
w szuwarach nadrzecznych i biorąc z sobą witkę oraz woreczek ze skarbami ruszyła pieszo
w kierunku najbliższej wioski. Maszerując polną drogą rozglądała się ciekawie dookoła,
aż dostrzegła w oddali znajomy czarnoskrzydły kształt kołujący nad jej głową.
- Uparte ptaszysko, pewnie chce wypróbować jakieś kolejne zaklęcie - zamruczała pod nosem. Ale nie zaprzątała sobie więcej nim głowy, bo już dostrzegła stojący na rozstajach budynek wykonany z drewnianych bali ze spadzistym dachem krytym strzechą i z którego łaskoczące podniebienie zapachy się rozchodziły.
Tuż nad wejściem wisiał rzeźbiony ręcznie w sosnowym drewnie szyld z wykonanym kunsztownie napisem : Filozofia.
- Jeszcze nigdy nie widziałam jadłodajni z taką nazwą – pomyślała sobie wiedźma, ale schylając lekko głowę w progu zaciekawiona weszła do środka. Chwile stała przy wejściu zanim oczy przyzwyczaiły się do półmroku dużej pełnej ludzi sali zastawionej stolami
i ławami. Panował nieopisany harmider wszyscy przekrzykiwali się nieustannie, jak po chwili zaczęła odróżniać słowa, zauważyła że bluzgali na siebie nieokreślonymi inwektywami w rożnych językach. Jakby nie treść rozmowy była ważna a sama czynność obrzucenia rozmówcy czymś bardziej obrzydliwym w znaczeniu. Już miała wyjść, kiedy podeszła do niej miła z wyglądu dziewczyna i zapytała prosto :
- Chcesz coś zjeść czy tylko posłuchać ?
- A można zjeść nie będąc samemu zjedzonym ? odpowiedziała pytaniem na pytanie wiedźma.
Dziewczyna chwyciła ją tylko za rękę i ciągnąc w pobliski kąt posadziła do stołu.
- Co to za miejsce dopytywała się ? jednak nadal zaciekawiona.
- Filozofia, to miejsce wolnej dyskusji i argumenty do tego użyte nie mają znaczenia.
Jakby dla podkreślenia tych słów jeden z gości zniecierpliwiony powtarzaniem w kółko tego samego wyrazu przez jego przeciwnika po drugiej stronie stołu walnął go kuflem po piwie
w głowę, akcentując tym gestem swoje ostanie słowo.
- Ignor - zabrzmiało w całej sali donośnie.

Wiedźma wzruszyła tylko ramionami i rozsiadła się wygodnie na ławie mówiąc :
- Zjem pierogi z grzybami i grzane wino do tego.
- Już przynoszę powiedziała dziewczyna i zniknęła we wrzeszczącym tłumie.

Nagle jakieś zamieszanie się zrobiło. Okazały stół wysunięto na środek sali i wskoczył
nań mały człowieczek z mandoliną a cały tłum jak za dotknięciem różdżki ucichł
i porozsiadał się wygodnie w oczekiwaniu. Wiedźma szarpnęła za rękaw najbliższego przechodnia i spytała :
- Co się teraz dzieje ?
- Będzie śpiewał, nasz bard będzie śpiewał – odpowiedział jej zniecierpliwiony,
usiłując przepchnąć się bliżej stojącej na stole postaci.
A było na co popatrzeć, karzeł miał ciemnofioletowe spodnie i do tego ognistoczerwoną koszulę z połyskującego materiału. Włosy na czubku jego głowy miały kolor pomarańczowy, ogólnie wydawał się niezmiernie barwną postacią pomijając paskudną pełną blizn twarz. Delikatnie trącił struny palcami i jednocześnie z jego ust wydobył się zadziwiająco miły
dla ucha dźwięk.
O szamance zaspiewaammm
Historię wam
Blaskiem swych oczu urzekła wielu
Nie jest Ona śmiertelniczką
pamiętaj przyjacielu .
Miłością obdarzyć ją
Pan Chaosu próbował

W cichej polanie
Na dwieście lat
Uwięził jej głos i słowa
W cienie wejść nie umiała
Na wieczność uwieziona
Piękna Szamanka Onaaa
Palce jego poruszały struny a melodia ckliwym łkaniem wypełniała izbę pomimo, iż dawno grac przestał .Zasłuchany tłum chwilkę jeszcze siedział oniemiały aż na głowę karła zaczęły się sypać drobne monety, w podziękowaniu za melodię i historię którą opowiedział.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:13, 18 Kwi 2009    Temat postu: Druga runda


Wiedźma wyszła z karczmy zostawiając kilka monet w kieszonce obsługującej ją dziewczyny. Na zewnątrz panował już nieprzenikniony mrok więc otulając się mocniej peleryną zdecydowała się zakończyć wycieczkę po wiosce i wrócić do miejsca gdzie ukryła skrzynię z rzeczami. Zanim zdołała uczynić jakikolwiek krok z góry dobiegło ją pełne przygany krakanie:
- Już dłużej nie mogłaś tam siedzieć i słuchać tego rzępolenia ?
Uniosła głowę a na szyldzie gospody siedział kruk dostojnie kołysząc się w rytm podmuchów wiatru, na co napis protestował głośnym :
- Skrzyp, skrzyp…
Ledwie dostrzegała w mroku zarys jego ptasiej sylwetki, ale szmaragdowo błyszczące w mroku oczy były doskonale widoczne. Wpatrywał się w nią z pogardą i potępieniem.
- Ponoć do odnalezienia zamku było Ci śpieszno ? zapytał
- Nic Ci do tego ptaku- wymamrotała zgrzytając zębami, to wszechwiedzące ptaszysko drażniło ją okrutnie.
- Jeszcze zobaczymy, gdy nadejdzie odpowiedni czas - zakrakał proroczo.
- Wiesz , chciałabym abyś zniknął – powiedziała cicho coraz bardziej zezłoszczona.
Kruk w odpowiedzi przechylił łepek wyniośle :
- To się da zrobić, sprawię byś Ty zniknęła na wieki wieków.
Znów się zaczyna pomyślała wiedźma i asekuracyjnie wyciągnęła witkę zza pasa kierując ją w stronę Ravena. Kruk widząc ten jednoznaczny ruch, nastroszył pióra i rozpościerając skrzydła wykrakał :
- Cardura

- Cardura - zabrzmiało jednocześnie z ust wiedźmy, co nie oznaczało nic innego jak:
„zniknij” w dawnej mowie. Obie istoty w tej samej chwili wypowiedziały zaklęcie przeciw sobie wzajemnie a w dodatku używając Słowa. Efekt był natychmiastowy, huknęło tak jakby piorun uderzył w sam środek podwórza tuż u wejścia do karczmy, w miejscu tym powstał
w ziemi lej wielki jak studnia. Wiedźma wyładowała na dachu gospody a właściwie na tym co z niego zostało, rozglądała się bezradnie kurczowo trzymając komina. Raven zaś siedział w beczce z deszczówką , a z otwartego ze zdumienia dzioba kapała mu woda.
- Kap , kap , kap…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Majka
vip



Dołączył: 08 Lis 2008
Posty: 115
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:49, 27 Kwi 2009    Temat postu: Błoniastoskrzydli

Kolejna noc, którą wierzbowa spędziła w szuwarach wciąż otumaniona nieudanym zaklęciem przyniosła jej sen. Jak było do przewidzenia znów znalazła się w zamku w wielkiej Sali pustej a na odgłos jej kroków odpowiedziało echo. Na stole leżała księga oprawiona w wytartą od ciągłego przeglądania skórę z okutymi rogami gruba, dostępu do niej bronił nikt inny jak śpiący na niej zwinięty w kłębek malutki smok.
I z tego właśnie snu wyrwało ją głośnie skrzeczenie tuz nad uchem :
- Chowaj się wiedźmo, chowaj się szybko szybko…
Zerwała się na równe nogi wokoło nadal panowała jeszcze głęboka noc, złość swoja obróciła więc przeciw ptakowi.
- Co Ty znów wymyśliłeś szalony Kruku ?
- Jeśli chcesz żyć ukryj się , ale żwawo już prawie tu są. I nie czekając na jej reakcję zaciągnął dziobem kaptur na jej głowę. Coś w jego glosie sprawiło, ze nie próbowała sprzeciwiać się przemianie jaka się w niej dokonywać zaczynała pod wpływem peleryny Rosochatej. Zatkała tylko ręką nos próbując za wszelką cenę nie kichać. Dłonie jej powoli stały się konarami a stopy zagłębiły się łagodnie w ziemi. Włosy liśćmi się stały pokrywając całą sylwetkę wiedzmy intensywną zielenią. Ogarnął ją błogi spokój niezmienności jaka dawała jej postać drzewa.
Wszystko byłoby w porządku ,gdyby na samym czubku konara będącego wcześniej głową wiedźmy nie usadowił się Raven, zezłościła się na taką poufałość i próbując zrzucić intruza poruszyła konarami, ale ten walnął ją tylko mocno dziobem i zaskrzeczał cicho:
- Nie ruszaj się głupia, jesteś teraz zwykłym drzewem i tak masz się zachowywać. Słuchaj już tu lecą.
Rzeczywiście z oddali dobiegał dziwny ni to świst ni to szelest. Takiego dźwięku nie słyszała wierzbowa jeszcze nigdy. Nie minęła chwila jak na polanie wylądowały cztery istoty jakby utkane z czerni, jednak ich twarze zadziwiająco kontrastowały swą bielą z otaczającym je mrokiem. Wszystkie miały skrzydła lecz jakież dziwne jakby z błony, podobne do tych jakie miewają nietoperze. Każde ze nich zakończone było ostrym szponem mogącym rozerwać przeciwnikowi gardło jednym nieznacznym ruchem.
- Jakby mało matka natura dala im broni- pomyślała wierzbowa w świetle księżyca dostrzegając błyskanie kłów wyłaniających się z krwistoczerwonych warg nowoprzybyłych.
Węszyli powoli wciągając nozdrzami powietrze rozglądali się bacznie przeszukując krzaki w poszukiwaniach.
- Czego oni szukają ? rozmyślała wiedźma gorączkowo, ale już wiedziała ze trzeba się ich obawiać kimkolwiek byli.
- Ciebie – zaskrzeczał jej wprost do ucha kruk. Aż zadrżała na takie dictum i kilka liści spadło na ziemię.
- Ani drgnij – kruk dziobnął ją w wprost w drewniana głowę i co dziwne zabolało,
ale posłuchała.
Wtedy jedna z istot odezwała się:
- Gdzie ta przeklęta się ukryła ? Tu jej nie ma a przecież wyraźnie czuję zapach.
- Może była i odleciała tuż przed nami. Lećmy może ją dogonimy - odpowiedziała druga
z istot.
- Lećmy, bo jeśli jej nie znajdziemy nim dotrze do zamku, to on nas unicestwi.
I pokiwały wszystkie cztery znacząco głowami. A następnie odbijając się lekko od ziemi rozwinęły skrzydła i wzbiły się w powietrze rozsiewając dookoła dziwny zapach jakby zgnilizny. Po chwili wiedźma otrząsnęła się ze strachu na tyle by zdjąć kaptur wierzbowej peleryny wraz z siedzącym na niej krukiem i znów stała się kobietą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.cegielnia.fora.pl Strona Główna -> Twórczość pisana Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin